Pewnego kwietniowego popołudnia udało nam się namówić Deana Spunta, perkusisto – wokalistę zespołu No Age, na krótką telefoniczną pogawędkę. Chłopaki dopiero co zaczęli trasę koncertową po Europie, zagrali już w Hiszpanii i Anglii. Deana przyłapaliśmy w Belgii i pogadaliśmy sobie chwilę o punku, koncertach i takich tam.

PIANA: W wywiadzie dla Clash Magazine powiedziałeś, że nie macie managera, możecie zagrać, gdzie tylko zechcecie i kiedy zechcecie, nie zważając na nic. Okazałeś też niezrozumienie dla zespołów grających tylko duże stadionowe koncerty. Teraz jesteście po wydaniu dwóch długogrających płyt, zagraliście wiele koncertów na całym świecie, również festiwalowych – czy coś zmieniło się w tej kwestii?
Dean Spunt
: Nie, zupełnie nie! A właściwie to idziemy w tę drugą stronę, staramy się grać w mniejszych i fajniejszych miejscach, a omijamy duże sale koncertowe. Chociaż granie większych koncertów to też dobra zabawa — zdarza się nam na nich świetnie bawić. W sumie to zależy od konkretnego przypadku. Chodzi nam przede wszystkim o to, żeby zagrać dobry koncert, a nie zgromadzić jak największą publiczność. Ale zazwyczaj to w mniejszych klubach jest ciekawiej. Co oczywiście nie znaczy, że duży koncert nie może być świetny.

PIANA: Z tego co wyczytałem, zanim założyliście No Age, razem z Randym graliście w hardcore punkowym zespole The Wives…
DS: .…Nie wiem, czy to był zespół hardcore, można tak powiedzieć, po prostu graliśmy ostrzej.

PIANA: …OK, w takim razie w zespole bardziej punkowym. Na koncertach No Age często gracie cover jakiegoś punkowego zespołu – Misfits, Black Flag. Czy jest to z waszej strony rodzaj deklaracji: Nie zapomnieliśmy o swoich korzeniach, jesteśmy nadal punkami, czy po prostu gracie kawałki, które lubicie i które chcecie zaprezentować w swojej wersji?
DS
: Nie, gramy je, bo są po prostu naprawdę dobrymi kawałkami. Myślę, że moglibyśmy zagrać też covery w innym stylu, ale punk rock jest najbardziej bezpośredni, dużo osób zna te utwory, one są nam najbliższe. Jasne, że moglibyśmy też zagrać coś innego, coś lżejszego, ale aż tak nas to nie jara.

PIANA: Jesteście ze Stanów, po raz kolejny koncertujecie w Europie. Zauważasz jakieś różnice w odbiorze waszej muzyki na Starym i Nowym Kontynencie?
DS: Różnice są… To jest tak, że europejska publiczność jest bardziej żywiołowa. Reaguje spontaniczniej, bo przyjeżdża zespół ze Stanów, który na codzień jest bardzo daleko i nieczęsto trafia się okazja, żeby usłyszeć go na żywo. I z nami jest podobnie, kiedy gramy dla publiczności po raz pierwszy, to też jest to dla nas duże wydarzenie. Teraz jesteśmy bardzo podekscytowani, bo zagramy we wschodniej Europie, w kilku miejscach, w których nigdy nie byliśmy i to będzie dla nas też na pewno dużo frajda.

PIANA: Kiedy jesteście w trasie, chodzicie po sklepach z płytami, szukacie nowej muzyki?
DS
: Oczywiście! Zawsze próbujemy, nie zawsze jest czas, ale jeśli tylko nadarza się sposobność, to szukamy ciekawej muzyki z innych krajów.

PIANA: Znalazłeś już coś fajnego w Europie?
DS
: Kupiłem tutaj coś, czy nie? Na razie nie było czasu, dopiero zaczeliśmy trasę, jesteśmy po koncertach w Madrycie, Barcelonie i Londynie, na razie nie mieliśmy okazji chodzić po sklepach, ale z pewnością to nadrobimy. Szczególnie czekamy na wschodnią Europę, tam pewnie się obkupimy (śmiech).

PIANA: Skoro już jesteśmy przy kupowaniu płyt, jaki jest twój ulubiony format? Ostatnio kasety przeżywają swój renesans…
DS
: Hehe, pod tym względem jestem mało zdecydowany, lubię muzykę pod każdą postacią. Winyle są super – wiadomo, płyty, kasety i mp3 też. Ale jeśli miałbym wybrać tylko jeden, hmmm…Jeśli chodzi o mnie, to wszystko zależy od konkretnej sytuacji i użyteczności danego formatu. W trasie słuchamy muzyki z iPoda, bo nie będziemy przecież wozić ze sobą winyli… Ale kiedy jestem w domu, to zdecydowanie: winyl.

PIANA: Skoro wspomniałeś o mp3, jaki jest twój stosunek do muzyki w Internecie? Mp3 pomagają takim zespołom jak No Age, czy raczej denerwuje cię to, że ktoś nielegalnie ściąga wasze utwory?
DS: O, nie, zdecydowanie jestem za ściąganiem muzyki z Internetu! Myślę, że nielegalne ściąganie mp3 jest w porządku. Wychodzę z założenia, że jak ktoś chce kupić płytę, to kupi ją tak, czy inaczej. A ten, kto ściągnie ją sobie z Internetu, albo ją polubi i wtedy przyjdzie na koncert, albo uzna, że jest do dupy i tyle. Myślę, że to jest w porządku.

PIANA: W zeszłym roku wydaliście swój drugi album. Czy w trakcie nagrywania Everything in between czuliście na sobie presję drugiej płyty? Wiele zespołów cierpi na ten syndrom, a wasze wydawnictwo brzmi, jakbyście podeszli do jego nagrywania na totalnym luzie i zagrali po prostu tak, jak lubicie. Jak to z wami było?
DS
: Na początku chyba czuliśmy pewną presję, ale szybko nam przeszło i się wyluzowaliśmy. Kiedy zaczynaliśmy nagrywać, czuliśmy coś takiego… Nie wiem, czy to była presja, może raczej zmęczenie tym, że staramy się sprostać oczekiwaniom. Ale po jakimś czasie to wszystko minęło, skupiliśmy się na samym graniu i wszystko poszło dobrze.

PIANA: Ostatnio ukazał się wideoklip do Fever Dreaming. O czym jest ten teledysk? Przeczytałem gdzieś, że to metafora okrucieństwa mediów i niszczącego wpływu telewizji na ludzi.
DS
: To interesujące, mogę się z tym zgodzić.To znaczy stworzyliśmy ten klip w tak, by miał formułę otwartą. W taki sposób, żeby każdy zobaczył tam coś innego. Myślę, że tak jest ciekawiej.

PIANA: Teledysk wygląda naprawdę imponująco, ciężko się wam go kręciło?
DS
: No tak, te wszystkie spadające rzeczy (śmiech)! Wygląda jakby było dużo trudniej, niż w rzeczywistości. Zdjęcia robiliśmy na dwa razy, no i jeszcze cała masa efektów została dodana na komputerze, więc nie było żadnej masakry.

PIANA: Czyli nie musiałeś sobie zamontować metalowej dłoni?
DS
: (śmiech) Nie, nie. Mam nadal swoją naturalną.

PIANA: Wywodzicie się z punkowego środowiska, sam deklarujesz swoje przywiązanie do punka. Teraz, kiedy staliście się już stosunkowo popularni, czy cała ta punkowa estetyka, DIY i tak dalej, czy jest to nadal dla Was ważne?
DS
: Tak, oczywiście! To zawsze będzie dla nas ważny aspekt. Dorastaliśmy w tym środowisku, w nim się wychowaliśmy, tego wpływu nie można się pozbyć tak po prostu. DIY powoduje, że rzeczy stają się bardziej osobiste. Nie chcemy od tego odchodzić, wręcz przeciwnie, ważne dla nas jest kontynuowanie tego całego DIY im dalej idziemy. To ma dla nas sens.

PIANA: To co, możemy liczyć na ręcznie przygotowywane przez Was okładki do winyli?
DS
: Bardzo bym chciał zrobić coś takiego! Całe to wyciananie i klejenie to świetna rzecz! Naprawdę chciałbym coś takiego zrobić! Mamy taką możliwość, problemem jest jednak czas, a raczej jego brak, więc na razie zajmuje się tym wytwórnia. Ale w przyszłości, czemu nie?

Autor: Kuba Kiraga

 

Więcej przeczytasz i zobaczysz w Piana Magazine Nr 12