Podobno Picasso kiedyś powiedział, że trzema najważniejszymi wynalazkami XX wieku był blues, kubizm i polska wódka. Przesada? Kokieteria? A może Pablo tak jak Kolumb był czystej krwi Polakiem? Nic z tych rzeczy: światowi celebryci nie tylko wiedzą, jak i gdzie się bawić – wiedzą też, co popijać w trakcie.
Mimo że w technicznych riderach roi się od szkockiej whisky (Oasis, Lilly Allen, Amy Winehouse), duńskiego i holenderskiego piwa (Pogues, James Blunt), szampana marki Cristal (Mariah Carey, P.Diddy), a nawet absyntu (Marilyn Manson, The Darkness), to powszechnie wiadomo, że zagraniczni artyści podczas pobytu w Polsce lubią sobie golnąć jakiś lokalny specyfik. Leslie Feist może sobie pisać kawałki gloryfikujące procentowy koktajl z bitą śmietaną (Brandy Alexander – bardzo długo miałem nadzieję, że to jednak na cześć bohaterki prozy Palahniuka), Snoop Dog rapować o ginie z sokiem, a Alison Mosshart z The Kills utrzymywać, że jej ulubionym napojem jest wysublimowany Poison. Gwarantuję, że na gościnnych występach u nas rozluźniają się polskim lagerem, a potem walą czyściochę aż miło. Może nie aż tak, jak słynny Wu-Tang zawodnik Raekwon, który podczas występu na zeszłorocznym OFF Festivalu załatwił się naszą Wu-Dżitsu tak, że co uważniejsi widzieli zwrot naczyń między wersami, ale on doprawiał tez konopnym suszem niewiadomego pochodzenia, o czym raczył informować w co drugiej zwrotce i co trzecim refrenie.
Do historii przeszedł słynny koncert Rolling Stonesów w warszawskiej Sali Kongresowej w 1967 roku. Było głośno, weszli tylko ci ze znajomościami, a Majk Dżager (jak niedawno nazwała szlachetnego lidera Kamieni Grażyna Szapołowska w śpiewającym show na Dwójce) z chłopakami wystąpili nawet dwa razy pod rząd! A gdzie alkohol? Proszę bardzo: młodzi i pomysłowi muzycy jako honorarium zażyczyli sobie, ni mniej ni więcej, tylko pociąg pełen wódki. Polmos podstawił zamówienie (niech będzie, że chodziło o dwa wagony, bo niektórzy już pewnie wyobrażają sobie skład z Lokomotywy Jana Brzechwy), ale rockmanom nie dane było pojechać nim w trasę. Cło okazało się droższe od samego alkoholu i wódkę w rezultacie wypili pracownicy pobliskich fabryk. 5 grudnia 1969 roku The Rolling Stones wydali swoją słynną płytę Let It Bleed, która kończy się numerem You can’t always get what you want. Obrażony Jagger do Polski przyjechał dopiero 30 lat później. Tym razem wybrał Śląsk.

Wódczane toasty usłyszeć można nie tylko w amerykańskich filmach i serialach, gdzie nigdy do końca nie wiadomo czy to na zdrowie! jest bardziej ruskie czy jednak polskie, ale też z prawie każdej sceny na polskich festiwalach czy koncertach. Zaraz obok dziękczynnego dźwiękchuja i komunikatywnego cieść, na zdrowie to chyba najpopularniejszy zwrot rzucany ze sceny. Nieważne czy jesteś Beastie Boys, Mikiem The Streets Skinnerem, Metalliką czy Iron Maiden – zasugerowanie, że znamy wasz alkohol, uwielbiamy kiełbasę i zaraz będziemy na backstage’u posuwać wasze dziewczęta, jest zawsze w dobrym guście.
Nie ma co się dziwić zresztą opiniom na temat naszych możliwości konsumpcyjnych. Lubimy kultywować tradycję i w porównaniu z niektórymi odpadającymi w przedbiegach nacjami, wydajemy się być w tym całkiem nieźli. Z alkoholem jeszcze nikt nie wygrał, ale Polakom udało się zremisować – głosi lekko stuningowane przysłowie i nikt nie wydaje się go kwestionować. Jesteśmy dobrzy w te klocki, a i alkohole mamy niezłe. Niektórzy zagraniczni artyści, jak np. ¡Forward, Russia!, w wywiadach otwarcie mówią, że lubią Tyskie czy inną Łomżę. Są jednak tacy, którzy gloryfikują polskie trunki mimochodem, racząc się nimi np. w teledyskach.
Delikatnie przebrzmiała już dziś formacja Cansei de Ser Sexy, kiedy jeszcze była gorąca, a każdy numer na debiucie nadawał się na singiel, popełniła video do piosenki Alala. Dziwnie niepokojąca impreza w ogrodzie, dziejąca się od tyłu, poobijane twarze, krew, pot i łzy. Co piją? Żywca. Etykiety z butelek widzimy nawet we włosach – product placement na piątkę.
Tropem Żywca poszedł też zespół British Sea Power. Swój pierwszy singiel z drugiej płyty pt. Waving Flags, opowiadający nieco złośliwie o inwazji Polaków na Wyspy (jesteście astronomicznymi fanami alkoholu, więc witamy) zilustrował okładką niebezpiecznie przypominającą piwną etykietę. Procesu nie było. Zbyt słaby to jednak numer, podobnie jak ich występ na katowickim festiwalu, z którego zapamiętam tylko absurdalną scenografię w postaci krzaków i gałęzi.
W teledysku do piosenki Coma Cat autorstwa niemieckiego artysty Tensnake’a główne bohaterki dokonują zuchwałej kradzieży. Sympatyczne koleżanki najpierw chill-wave’ują się dokumentnie, a potem w sklepie spożywczym podwędzają Żubra. Wiadomo, że kradzione smakuje najlepiej, więc seksowne dziewczęta w pełnym słońcu wypijają je na spółę. Śmieją się, ale na rowery już nie wsiadają – zwinięcie bronka w markecie to jedno, ale prowadzenie pod wpływem to już zupełnie co innego.

Christopher Brian Bridges, w wielkim świecie znany jako Ludacris, zaatakował w zeszłym roku dość słabym singlem Sex Room. Ilustrował go teledysk otwarcie nawiązujący do filmu Kac Vegas. Dziewczęta kręcątyłkami, żetony do gry spadają ze stołów, tu i ówdzie pojawia się dmuchana lala, ktoś przemknie po nasmarowanej olejkiem rurce. Jak się tu znalazłam? Co do cholery robiłam wczoraj? Krótki najazd, zwolnienie, jest: od kiedy ambasadorem Sobieskiego na całą galaktykę stał się Bruce Willis, stało się jasne, czym należy płukać usta w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Hollywoodzki gwiazdor zgarnął swoje 3,3% udziału w grupie kapitałowej Belvedere S.A. i zastawił na wszystkich szklaną pułapkę.
Kto nie lubi polskiej wódki? Jay-Z nawet o niej rapował (We got cases of Belvedere, we gon’ play truth or dare), to samo zresztą Missy Elliot (See dem Belvedere playin tricks on ya). Popija ją Kate Moss, Bryan Adams, Boy George. Do belwederskiej słabości przyznaje się też Elton John, choć w zeszłym roku zebrał tęgie cięgi od Madonny za nie podanie jej na dorocznym oscarowym party. Podobno rzucała fuckami na prawo i lewo, a uspokajać musiał ją jej menadżer Guy Oseary. Nie wszyscy są jednak w stanie podać konkretną markę. Zespół Scooter przyznał po wizycie u nas, że bardzo smakował im ten trunek, ale wypili jej tyle, że nie pamiętają nazwy. Dan Whitford z Cut Copy mówi ogólnikami, że jak Polska, to barszcz i wódka. Enrique Iglesias lubi za to wypić czystą z sokiem ananasowym. Wiadomo, każdy zna ten numer.
Respekt i uwielbienie dla polskiego alkoholu nie dziwi chyba nikogo. Wszak jest lubiany na całym świecie, celebryci to tylko jaskrawy przykład naszej potęgi. Ale spokojnie, niech sobie piją, niech używają, niech rozrabiają w Krakowie i robią zakupy w monopolach Londynu i Chicago. Nie wystarczy pić nasze, trzeba też po naszemu myśleć. Któż umie tak jak Polak mówiąc milczeć, milcząc pić, tak szumieć, tak o słowo jedno zaraz w mordę bić? – pytał kiedyś filozoficznie Stanisław Staszewski. Miał rację. Picie to niewątpliwie część filozofii, a polski alkohol to jej silny fundament. Na zdrowie!
Autor : Zdzisław Furgał
Ilustracje: Aleksandra Lampart
Więcej przeczytasz i zobaczysz w Piana Magazine Nr 12









