Jeszcze kilka tygodni temu ten felieton nie mógłby powstać. Bo co tu pisać o alkoholu i modzie. Wiadomo, że alkohol i narkotyki są jak sezonowe must have jeśli chodzi o lansowanie się w piątkowe i sobotnie wieczory. Z autopsji wiem, że alkohol jest niezbędny do dobrej zabawy. Bo nawet wtedy, gdy jestem na imprezie pełnej brzydkich i balanych osób, ubranych modnie, lecz tak naprawdę mających na sobie całą wystawę Zary czy innej sieciówki, to po godzinie alkoholowego upojenia wszyscy zaczynają mi się wydawać ciekawi i ładni. Z początkowego stanu niezadowolenia zazwyczaj wpadam w euforię. Tylko że z alkoholem trzeba uważać. I przekonał się o tym na pewno Galliano, który jest bohaterem największej afery modowej ostatnich kilkunastu lat.
Projektant w stanie alkoholowego i narkotykowego upojenia wygłaszał na ulicach Paryża hasła antysemickie i głosił uwielbienie dla Hitlera. Na reakcję celebrytów i świata mody nie trzeba było długo czekać. Jako pierwsza potępiła projektanta Natalie Portman, która zawsze otwarcie wypowiadała się o swoim żydowskim pochodzeniu. Urażona słowami Galliano zdecydowała się zakończyć współpracę z geniuszem oraz oddać wszystkie dotychczasowe kreacje. Zastanawiam się, czy podobne oświadczenie wyda Marc Jacobs czy Donna Karan, którzy są pochodzenia żydowskiego. Wydadzą czy nie, to i tak cała sprawa prawdopodobnie skończy się na towarzyskim wykluczeniu projektanta. Jednak oprócz szacunku i dobrej opinii, Galliano stracił wiele więcej. Został zwolniony ze stanowiska głównego projektanta domu mody Dior. A niebawem czeka go rozprawa sądowa. Czy było warto?
Puenta zabrzmi jak rada terapeuty z grypy AA: z piciem trzeba więc uważać. Bo konsekwencje jednej upojnej w procenty nocy mogą zrujnować całe nasze życie. Nawet jak się jest geniuszem. A nim na pewno jest dalej Galliano.
Autor: Anna Zakrzewska
Więcej przeczytasz i zobaczysz w Piana Magazine Nr 12









