Nie zrozumcie mnie źle, myślę, że to super: zaszyć się w chatce w górach, napisać tam nieco muzyki i nagrać po kolei każdy instrument tak, by ostatecznie powstał Wielki Album. Samowystarczalność doceniam. Jednak jako osoba, której serce krwawi na samą myśl o pracy w grupie, wizja wypracowywania kompromisu powoduje dreszcze, a daremny trud tłumaczenia komuś niuansów swoich idei uważa za syzyfową pracę, zawsze chylę głowę przed zespołami, które potrafią stworzyć spójną wizję swojej muzyki – zwłaszcza, gdy spinającą ją klamrą jest eksperyment. Munch Munch – trzej chłopcy i jedna wyjątkowej urody dziewczyna – są nieprzyzwoicie młodzi i mają nieprzyzwoicie wiele czasu na rozwój, mieszanie stylów, zmiany i poszukiwanie własnej drogi. Tylko że chyba już ją znaleźli, a udowodnili to wczoraj podczas żywiołowego (i żywiołowo przyjętego) koncertu w klubie Re.
Być może niełatwo było im zmieścić się na maleńkiej scenie z całym bogactwem swego sprzętu (co dwie perkusje, to dwie perkusje!), a jeszcze trudniej zamieniać się miejscami, być może też betonowe ściany i skromne gabaryty salki koncertowej działały zabójczo na bębenki słuchaczy i stwarzały zagrożenie krwawienia z uszu, ale nic nie mogło umniejszyć wrażenia, że obserwujemy narodziny gwiazdy! Mogłabym wypisać teraz niemożliwie długą listę zespołów, nawiązań i inspiracji, których można doszukać się w muzyce Munch Munch – ale nie ma takiej potrzeby, ważne jest coś innego: z tej mieszanki potrafią stworzyć nową jakość, która brzmi świeżo, energetycznie i porywająco.
Koncert także porywał: było rytmicznie i głośno, a połączenie wspomnianych dwóch perkusji, klawiszy, basu, marimby i wszelkich przeszkadzajek z harmoniami wokali dawało rewelacyjny efekt.
Jak zawsze w takich chwilach, wraca pytanie: dlaczego mityczni oni potrafią, a my nie? Kiedy doczekamy się takiego poziomu polskich debiutantów? Dlaczego rodzice nie zapisali mnie na naukę gry na jakimś instrumencie i umiejętności kończą mi się na popisowym wykonaniu Cichej nocy na flecie prostym?
Nad tym i innymi zagadkami wszechświata zawsze można się zastanowić, słuchając świeżego, debiutanckiego albumu Munch Munch – Double Visions.
autor: Karolina Pietrzok









