Ludzie kochają apokalipsę.
Wystarczy spojrzeć na popularność wszelkiego rodzaju przepowiedni o nadchodzącym końcu świata, które wykwitają w środkach masowego przekazu z lekko już nudnawą regularnością. To jak grupowa, zbiorcza tanatofilia – chcemy oswoić myśl o tym, że pewnego dnia wszystko, co znamy i uważamy za swoje, może się skończyć; za wszelką cenę potrzebujemy sami nazwać zagrożenie i przez to uzyskać nad nim swoistą wyższość.
Naturalną konsekwencją ludzkiej sympatii do obcowania z wyobrażeniami Globalnego Końca jest obecność tego tematu w kinematografii, w której spotykamy prawdziwe zatrzęsieniescenariuszy celuloidowej apokalipsy. I, co chyba jeszcze ciekawsze, poznajemy mniej lub bardziej prawdopodobny rozwój wypadków następujących PO końcu świata, który często wcale nie okazuje się aż tak bardzo ostateczny…

Mamy więc katastrofę. Coś dramatycznego i druzgocącego. Coś, co na zawsze przetrąca kark ludzkiej cywilizacji. Nie będziemy jednak opowiadać tutaj o catastrophic-porn w rodzaju 2012 czy Pojutrze; w opisywanych filmach owa zagłada pełni jedynie rolę punktu wyjścia — mętnego wspomnienia przytaczanego w odpowiednio dramatycznych napisach początkowych. Prawdziwym tłem opowieści jest śmietnik pozostały po armageddonie i sposoby radzenia sobie z tą nową sytuacją.

Pomimo tego, że filmy o tematyce post-apokaliptycznej pojawiały się już wcześniej, to moment graniczny w rozwoju tego podgatunku datuje się na rok 1979. To właśnie wtedy ukazał się kultowy Mad Max – niskobudżetowy przedstawiciel australijskiej Nowej Fali z młodym Melem Gibsonem w roli policjanta o swojsko brzmiącym nazwisku Rockatansky. Jak się później okazało, pomysł na ten mariaż kina drogi, westernu i science-fiction nie zrodził się z zaniepokojenia niestabilną sytuacją gospodarczą czy z lęku przed zdziczeniem obyczajów, lecz z posady w szpitalnej izbie przyjęć, którą piastował reżyser Mad Maxa – George Miller. To właśnie obserwowane tam urazy i zgony w połączeniu z zamiłowaniem do aut były głównymi inspiracjami wspomnianego filmu i po części z tego powodu katastroficzne tło fabuły zostało potraktowane tak bardzo po macoszemu — akcja bowiem rozgrywa się kilka lat od Dzisiaj, w świecie po bliżej nieokreślonym kryzysie energetycznym; nie padają żadne bliższe szczegóły co do globalnej sytuacji. Montowany w domowych warunkach, z niemal całkowitym brakiem efektów specjalnych i brawurowymi scenami pościgów obraz zyskał międzynarodową popularność przynoszącą m.in. powstanie dwóch kolejnych części, które pomimo pojawiających się miejscami problemów z ciągłością fabularną na stałe weszły do klasyki kina sf.

Post-apokaliptyczny etos wypromowany przez George’a Millera na stałe zagnieździł się w wyobraźni widzów oraz twórców, stanowiąc jeden z najbardziej ikonicznych motywów kina o pełnej gamie cech dla siebie charakterystycznych. Jest to konwencja niezwykle wygodna, pełnymi garściami czerpiąca z fabularnych rozwiązań dotąd spotykanych w filmach fantasy oraz westernach, gdzie zawsze padała obietnica pierwotnej wolności otrzymywanej w zamian za wszechobecną brutalizacje życia. Zazwyczaj główną rolę odgrywają tutaj bezkresne pustynie (stanowiące efekt dawnych wojen, tudzież innych katastrof), zrujnowane i często skażone metropolie oraz nieliczne, oddalone od siebie o setki kilometrów osady, w których życie toczy się wedle iście średniowiecznych reguł. Zauważalny jest też swoisty kult przedmiotów z przeszłości: samochody, broń a nawet niektóre części garderoby są gromadzone jak relikwie, stając się też cennym towarem na kwitnącym rynku handlu wymiennego. Twarde realia i ciągły brak jedzenia/wody/paliwa (niepotrzebne skreślić) prowadzą do upadku szlachetnych wartości i zdziczenia obyczajów, przeciw czemu nie protestuje już nawet Główny Bohater. Jeśli już mowa o protagoniście tego typu opowieści, to jest on z pewnością idealnie skrojony na miarę tak trudnych czasów – mrukliwy, antypatyczny i z pozoru dbający tylko o swoje interesy pojawia się pewnego dnia w osadzie niczym samotny rewolwerowiec. Max Rockatansky, Żeglarz z Wodnego świata czy Snake Plissken z Ucieczki z Nowego Jorku Johna Carpentera to klasyczne przykłady anty-bohaterów, a przecież nie od dziś wiadomo, że właśnie tego typu główne postaci wzbudzają największą sympatię widzów. Oczywiście w toku rozwoju wypadków bohater ów zaczyna coraz bardziej uzewnętrzniać swoją szlachetniejszą stronę, przez co zdaje się pokazywać, że nawet w tak zdziczałym, zmaltretowanym otoczeniu tli się jeszcze wątły płomyk człowieczeństwa. Właśnie ten malutki pierwiastek nadziei, nawet głęboko ukryty pod rdzą i piachem, jest głównym przesłaniem, które starają się przekazać tego typu filmy. Pojawiające się często postaci próbujące za wszelką cenę odbudować porządek społeczny (jak np. odtwarzana przez Tinę Turner Aunty Entity w Mad Max : Beyond the Thunderdome czy psychotyczny Carnegie grany przez Gary’ego Oldmana w The Book of Eli) mają nas z kolei przekonać do wiary w to, że żądza porządku i pęd do ustanawiania opartego o kodeks zasad społeczeństwa jest naturalnie wpisana w nasz genotyp i żadna wojna nuklearna, uderzenie asteroidy czy efekt cieplarniany tego nie zmieni. Bo wszyscy tak naprawdę usilnie chcemy wierzyć, że nawet po katastrofie atomowej wciąż pozostaniemy ludźmi i że ten kruchy twór nazywany cywilizacją to coś więcej niż tylko wymóg naszych czasów.

Rzecz jasna postapokaliptyczne kino to nie tylko Mad Max; nakręcono na potęgę innych, mniej lub bardziej udanych filmów próbujących kontynuować tego rodzaju estetykę, np. bliższy fantasy Steel Dawn z nieco już zapomnianą rolą Patricka Swayze (1987); Escape from New York (1981); The Book of Eli (2010) czy surrealistyczny Six-String Samurai (1998) próbujący dodać elementy… rock’n’rollowego musicalu. Swoistą zabawę konwencją zaproponował także Kevin Costner w Wodnym świecie, przewrotnie zamieniając stereotypowe pustynie na nieskończone połaci oceanów powstałych po stopnieniu lodowców. Oprócz tego na osobne wspomnienie zasługuje również obraz The Road (2009) nakręcony na podstawie tak samo zatytułowanej książki Cormaca McCarthy’ego. Mroczna opowieść o wędrówce ojca i syna w powojennym świecie ładunkiem zawartego w sobie pesymizmu przewyższa wszystkie przytoczone przeze mnie wcześniej tytuły. Chcąc zapoznać się z opisywanym tutaj gatunkiem kina warto sięgnąć właśnie po wyżej wymienione dziełka, które czasem kiczowate i zabawne, ukazują, jak pojemnym workiem jest opowieść o odbudowie wymarłego świata.

autor: Przemysław Mieszkowski

ilustracja: Magdalena Julia Reszke